poniedziałek, 20 lutego 2012
Moje małe skarby.
Przedstawiam Wam moje paznokcie.
Tak prezentują się w obecnej chwili. Są delikatnie pomalowane, żeby nie przestraszyć profesora na ustnym egzaminie z Biofizyki, który już niedługo.
Takie są obecne efekty moich starań:
We wrześniu nareszcie się nimi zainteresowałam. Wcześniej mało zwracałam uwagę na to jak wyglądają, czasem malnełam jakimś transparentnym i tyle. Jak się udało to były długie, jak nie to krótkie. Nie zawracałam na to totalnie uwagi. Ale postanowiłam o nie zadbać, bo kobieta musi mieć ładne dłonie. :)
Udało mi się to głownie dzięki Nail Tek-owi. Jeszcze o nim napiszę, ale mały pościg, bo jego sława jest duża i pewnie wiele z Was go zna osobiście.
Odżywki z tej firmy sprawiły, że moje paznokietki są coraz ładniejsze.
Nie mają jeszcze wymarzonej długości i kształtu, ale wszystko przede mną.
To jest pierwszy post na temat paznokci- taki malutki.
W przyszłości będę chciała udokumentować na blogu wzrokowe stylizację. Może być ciekawie, bo mam wiele inspiracji i pomysłów oraz Was od których mogę się wiele na ten temat uczyć.
Pozdrawiam,
Cari
niedziela, 19 lutego 2012
Będę.. Zrobię.. Dam rade..
Muszę napisać tego posta bo mniej-więcej 5 min temu zaszła w moim życiu ważna zmiana. Ogromnie ważna! Wręcz czuję, że diametralnie zmieniająca moje jestestwo! :)
Jestem na TAK!
Zaczynam wierzyć w siebie!
Dam rade ze wszystkim!
Zdam egzamin!
Moje włosy będą piękne!
Znajdę swój styl!
Zrealizuje plany na ten tydzień!
Wstanę i będę się uczyć rano!
Podobam się sobie bardzo!
To jest moje odkrycie! Piszę to i zaczynam wierzyć! Myślę tak i mimo, że mój mózg się sprzeciwia myślę tak dalej. A już niedługo wszystko to stanie się prawdą. Zdam, zrobię, osiągnę, jestem, będę...
Te słowa stają się moją domeną.
Dziś w południe (wczoraj) czytałam ten wpis na blogu Cammie. Byłam tam pierwszy raz, a post był bardzo oryginalną odpowiedzią na TAG.
Potem znów zmęczona życiem wróciłam do nauki, a teraz późno w nocy rozmawiałam ze współlokatorka (też na stomie) i na końcu rozmowy zeszłyśmy na temat efektu placebo (tzn jak ktoś bardzo wierzy, że lek wyleczy jego wątrobę, a dostanie tik-taki i będzie je zażywał w mocnym przekonaniu, że go leczą to jego wątroba wyzdrowieje)
Cud, a jednak potwierdzony.
Mówiłyśmy też o Zespole Münchhausena (Kobieta chce być w centrum uwagi lekarz. Pije krew, żeby udawać, że ma wymioty z krwią. Jest w szpitalu. Dowiaduję się, że wszystko ok i dosyłają ją do domu, ale dalej brak jej uwagi i robi tak notorycznie przez kilka lat. W pewnym momencie jej mózg zaczyna samoistnie stymulować objawy choroby i owa kobieta stopniowo zaczyna chorować na wrzody, które powodują wymioty z krwią. Trzeba już wtedy leczyć ją poważnie.)
Dziwne, ale są ludzie, którzy tak mają.
Jak Was zainteresowało to poczytajcie więcej. Znajdziecie pewnie wiele informacji o tych dwóch zjawiskach.
Zawsze zdawałam sobie sprawę z potęgi naszej podświadomości, ale nigdy nie wiedziałam, że ja mogę jej użyć. Byłam świadoma, że niby jak będę myśleć, że mi się podoba moje lewe ucho to w końcu zacznie mi się podobać, ale zawsze realne myślenie sprowadziło mnie do pionu i rozum mówił: "Weź się opanuj wierzysz w takie bajery. Masz brzydkie to lewe ucho."
Teraz wiem, że jestem w stanie mój rozum oszukać, bo podświadomość jest silniejsza od rozumu. Będę powtarzać sobie "Moje lewe ucho jest ładne, śliczne, piękne". Tak ciągle przez rok, albo i więcej jak będzie trzeba, aż w końcu mój rozumek w to uwierzy.
W ten właśnie sposób zamierzam zyskać pewność siebie, uwierzyć w to, że jestem wartościowa. Przekonać siebie, że dużo osiągnęłam. Zacząć się sobie podobać, bo jakoś tak się w moim życiu stało, że mam niską samoocenę i niepotrzebnie się dołuję. Mogę się przecież kochać!
Wystarczy pamiętać o 3 rzeczach:
-Możemy sobie "wmówić" nawet to, w co totalnie nie wierzymy.
-Wystarczy to sobie powtarzać kilka razy (np 3 razy jak się kładę spać i jak wstaję)
-Przeczenia są zabronione!(Zamiast: Nie będę palić! wmawiamy sobie: Rzucę palenie!, bo masz mózg myśli wykonawczo)
Ja będę sobie wmawiać codziennie. Zaczynam do teraz. Będę "wmawiać sobie" przez tydzień, miesiąc, rok, aż uwierzę we wszystko co chce i będę zadowoloną z siebie kobietą.
Nawet gdybym miała to robić przez 10 lat, to warto, żeby być z siebie zadowolonym choć przez 30 lat swojego życia.
A się spisałam, ale dobrze. Może komuś też pomoże tak jak mi!
Moje drogie, kochane obserwatoreczki i zaglądający mam nadzieję, że wierzycie w siebie i jesteście z siebie zadowolone.
A jeśli nie to bierzcie się do wmawiania, bo smutno nie lubić siebie w swoim życiu, prawda?
Pozdrawiam,
Cari
Jestem na TAK!
Zaczynam wierzyć w siebie!
Dam rade ze wszystkim!
Zdam egzamin!
Moje włosy będą piękne!
Znajdę swój styl!
Zrealizuje plany na ten tydzień!
Wstanę i będę się uczyć rano!
Podobam się sobie bardzo!
To jest moje odkrycie! Piszę to i zaczynam wierzyć! Myślę tak i mimo, że mój mózg się sprzeciwia myślę tak dalej. A już niedługo wszystko to stanie się prawdą. Zdam, zrobię, osiągnę, jestem, będę...
Te słowa stają się moją domeną.
Dziś w południe (wczoraj) czytałam ten wpis na blogu Cammie. Byłam tam pierwszy raz, a post był bardzo oryginalną odpowiedzią na TAG.
Potem znów zmęczona życiem wróciłam do nauki, a teraz późno w nocy rozmawiałam ze współlokatorka (też na stomie) i na końcu rozmowy zeszłyśmy na temat efektu placebo (tzn jak ktoś bardzo wierzy, że lek wyleczy jego wątrobę, a dostanie tik-taki i będzie je zażywał w mocnym przekonaniu, że go leczą to jego wątroba wyzdrowieje)
Cud, a jednak potwierdzony.
Mówiłyśmy też o Zespole Münchhausena (Kobieta chce być w centrum uwagi lekarz. Pije krew, żeby udawać, że ma wymioty z krwią. Jest w szpitalu. Dowiaduję się, że wszystko ok i dosyłają ją do domu, ale dalej brak jej uwagi i robi tak notorycznie przez kilka lat. W pewnym momencie jej mózg zaczyna samoistnie stymulować objawy choroby i owa kobieta stopniowo zaczyna chorować na wrzody, które powodują wymioty z krwią. Trzeba już wtedy leczyć ją poważnie.)
Dziwne, ale są ludzie, którzy tak mają.
Jak Was zainteresowało to poczytajcie więcej. Znajdziecie pewnie wiele informacji o tych dwóch zjawiskach.
Zawsze zdawałam sobie sprawę z potęgi naszej podświadomości, ale nigdy nie wiedziałam, że ja mogę jej użyć. Byłam świadoma, że niby jak będę myśleć, że mi się podoba moje lewe ucho to w końcu zacznie mi się podobać, ale zawsze realne myślenie sprowadziło mnie do pionu i rozum mówił: "Weź się opanuj wierzysz w takie bajery. Masz brzydkie to lewe ucho."
Teraz wiem, że jestem w stanie mój rozum oszukać, bo podświadomość jest silniejsza od rozumu. Będę powtarzać sobie "Moje lewe ucho jest ładne, śliczne, piękne". Tak ciągle przez rok, albo i więcej jak będzie trzeba, aż w końcu mój rozumek w to uwierzy.
W ten właśnie sposób zamierzam zyskać pewność siebie, uwierzyć w to, że jestem wartościowa. Przekonać siebie, że dużo osiągnęłam. Zacząć się sobie podobać, bo jakoś tak się w moim życiu stało, że mam niską samoocenę i niepotrzebnie się dołuję. Mogę się przecież kochać!
Wystarczy pamiętać o 3 rzeczach:
-Możemy sobie "wmówić" nawet to, w co totalnie nie wierzymy.
-Wystarczy to sobie powtarzać kilka razy (np 3 razy jak się kładę spać i jak wstaję)
-Przeczenia są zabronione!(Zamiast: Nie będę palić! wmawiamy sobie: Rzucę palenie!, bo masz mózg myśli wykonawczo)
Ja będę sobie wmawiać codziennie. Zaczynam do teraz. Będę "wmawiać sobie" przez tydzień, miesiąc, rok, aż uwierzę we wszystko co chce i będę zadowoloną z siebie kobietą.
Nawet gdybym miała to robić przez 10 lat, to warto, żeby być z siebie zadowolonym choć przez 30 lat swojego życia.
A się spisałam, ale dobrze. Może komuś też pomoże tak jak mi!
Moje drogie, kochane obserwatoreczki i zaglądający mam nadzieję, że wierzycie w siebie i jesteście z siebie zadowolone.
A jeśli nie to bierzcie się do wmawiania, bo smutno nie lubić siebie w swoim życiu, prawda?
Pozdrawiam,
Cari
czwartek, 16 lutego 2012
Najwyższe szpile jakie mam!
Dziś chciałabym Wam przedstawić The Best High Heels. Są czarne i bardzo wysokie! Kupiłam je na wyprzedaży i pomimo tego, że są troszkę za duże będę w nich chodzić! Oczywiście, o ile dam radę ponieważ owe buty, o których mowa mają aż 16 cm szpili... No oczywiście jest tam mega platforma o wysokości 4,5 cm i niby odczuwalna wysokość to 11,5 cm, ale powiem Wam szczerze: ja czuje zdecydowanie to 16 jak je założę.
Post pewnie zainteresuje AdamAlexMommy jedną z moich obserwatorek, która bardzo lubi modę.
OPIS PRODUKTU:
| Materiał: | eko-skóra |
|---|---|
| Kolor: | czarny |
| Obcas: | 16 cm ( w tym 4,5 cm platformy ) |
| Wysokość buta: | 6,5 cm |
| Numeracja: | Typowa. Dla tego modelu sugerujemy, żeby różnica w długości wkładki i stopy wynosiła 1-3 mm. Zalecamy zakup swojego rozmiaru. |
Oto zdjęcia moich butów na stronie sklepu DeeZee:
A tu ich koleżanki w innym kolorze i zamszowe Laura2 Brown Suede Platform Pump. Jak dobrze kojarzę to są jeszcze dostępne na stronie DeeZee. Właśnie takie, tylko w rozmiarze 40.
Nosicie szpilki Drogie Panie? Co myślicie o tak wysokich?
Pozdrawiam,
Cari
Ps. Zdjęcia pochodzą z prywatnego aparatu. Zostały zrobione przeze mnie.
wtorek, 14 lutego 2012
Luty- Walentynkowe Druty.
Teraz jestem już na bieżąco ze stanem moich włosów. Pokażę Wam zdjęcia z dzisiejszego dnia.
Miały gorszy czas i nie uległy moim usilnym staraniom, żeby się zakręcić dlatego nazwałam je --> drutami, a z tego powodu, że dziś Dzień Walentego --> Walentynkowymi Drutami.
Na zdjęciach widać, że urosły. Sięgają tymi swoimi suchymi końcówkami dalej niż w tamtym miesiącu, ale już niedługo ukrócimy im łapki. Zastanawiam się poważnie nad podcięciem ok. 5 cm najbardziej zniszczonej części, żeby je trochę zgęścić i poprawić wygląd.
Zapraszam na zdjęcia (pierwsze z 14.01.12, a drugie z 14.02.12)
Tutaj jeszcze parę zdjęć do porównania z lampą błyskową i bez, żebyście lepiej mogły ocenić ich stan.
Zapraszam na zdjęcia z następnego okresu zmian: luty/marzec
Zobacz historię pielęgnacji od początku klikając -> tu!
Co myślicie o tym, żeby je podciąć radykalnie o ok. 5 cm?
Pozdrawiam,
Cari
Ps. Zdjęcia pochodzą z prywatnego aparatu. Zostały zrobione przez bliskie mi osoby.
Miały gorszy czas i nie uległy moim usilnym staraniom, żeby się zakręcić dlatego nazwałam je --> drutami, a z tego powodu, że dziś Dzień Walentego --> Walentynkowymi Drutami.
Na zdjęciach widać, że urosły. Sięgają tymi swoimi suchymi końcówkami dalej niż w tamtym miesiącu, ale już niedługo ukrócimy im łapki. Zastanawiam się poważnie nad podcięciem ok. 5 cm najbardziej zniszczonej części, żeby je trochę zgęścić i poprawić wygląd.
Zapraszam na zdjęcia (pierwsze z 14.01.12, a drugie z 14.02.12)
Tutaj jeszcze parę zdjęć do porównania z lampą błyskową i bez, żebyście lepiej mogły ocenić ich stan.
Zapraszam na zdjęcia z następnego okresu zmian: luty/marzecZobacz historię pielęgnacji od początku klikając -> tu!
Co myślicie o tym, żeby je podciąć radykalnie o ok. 5 cm?
Pozdrawiam,
Cari
Ps. Zdjęcia pochodzą z prywatnego aparatu. Zostały zrobione przez bliskie mi osoby.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Włosy w góre! Jak uzyskać objecość.
Dzisiejszy post ze specjalną dedykacją dla MintElegance , która prosiła mnie o podanie nazwy kosmetyku, którego używam do unoszenia włosów u nasady.
Osobiście bardzo lubię puszyste włoski, bo włosy gdy są podniesione u nasady robią wrażenie zdecydowanie gęstszych i zdrowych.
Co można robić, żeby podnieść włosy:
-Jeśli suszymy włosy to najlepiej robić to z głową w dół (najpierw ciepłym, a na koniec zimnym nawiewem) wtedy włosy podniosą się u nasady. Można również używać do tego dyfuzora (specjalnej końcówki do suszarki w kształcie platformy z kocami) przykładając ją do skóry głowy lub w czasie suszenia stosować okrągła szczotkę do modelowania włosów.
Problem pojawia się gdy przestajemy suszyć włosy:
A oto Mój Mechaniczny Podnosiciel:
(zapewne nie odkryłam tego pierwsza i nie jest to nic szczególnego)
Po jakimś czasie trafiłam przez przypadek na Mgiełkę podnoszącą włosy:
Intensis Prosalon 200g Chantal
Tak o "psikadle" pisze producent:
Cechy:
W sposobie użycia pisali o suszarce, czego wystrzegam się jak diabeł wody święconej. Dlatego używam tej mgiełki w połączeniu z Mechanicznym Podnosicielem.
Psikam ok 3-4 razy na rękę i wcieram w nasadę włosów, susząc mechanicznie głową w dół. Dzięki tej psikance efekt uniesienia utrzymuje się dłużej i jest bardziej wyraźny.
Ze względu na to, że mgiełka ładnie pachnie i ma filtr UV rozpylam też małą ilość na całą długość włosów.
Oczywiście próbowałam jej używać tak jak zaleca producent i wtedy jest jeszcze lepiej. Włosy są naprawdę fajne podniesione. Kosmetyk bardzo mało się zużywa.
Moją uwagę ok. 2 miesięcy temu zwrócił Puder stylizujący dodający włosom objętości
got2b POWDER'ful
volumizing styling powder
O tym produkcie słyszałam od znajomej fryzjerki. Bardzo chciałabym go używać dlatego, że nie wymaga suszenia włosów i podobno daje super efekty. Ciekawe połączenie mogło by wyjść, gdybym zastosowała go po Mechanicznym Podnosicielu razem z mgiełką Prosalon.
Nie kupiłam go jeszcze i nie stosowałam dlatego dosyłam na blog Monicc, tam możecie przeczytać więcej.
Mała ciekawostka got2b kosztuje około 18 zł za 10 g, a inny puder unoszący włosy o bardzo podobnym składzie Osis Dust it około 60 zł za 15 g. Oba preparaty to produkty firmy: Schwarzkopf
Pozdrawiam,
Cari
Osobiście bardzo lubię puszyste włoski, bo włosy gdy są podniesione u nasady robią wrażenie zdecydowanie gęstszych i zdrowych.
Co można robić, żeby podnieść włosy:
-Jeśli suszymy włosy to najlepiej robić to z głową w dół (najpierw ciepłym, a na koniec zimnym nawiewem) wtedy włosy podniosą się u nasady. Można również używać do tego dyfuzora (specjalnej końcówki do suszarki w kształcie platformy z kocami) przykładając ją do skóry głowy lub w czasie suszenia stosować okrągła szczotkę do modelowania włosów.
Problem pojawia się gdy przestajemy suszyć włosy:
A oto Mój Mechaniczny Podnosiciel:
(zapewne nie odkryłam tego pierwsza i nie jest to nic szczególnego)
- Na początku bawiłam się w taki sposób, że pozwalałam wyschnąć włosom na całej długości samodzielnie. Gdy końcówki były suche i zostawały mi tylko wilgotne włosy zaraz przy głowie -> pochylałam ją w dół i szeroko rozłożonymi palcami "roztrzepywałam" delikatnie włosy, tak jakbym robiła masaż skalpu (to inaczej skóra głowy- długo mi zeszło zanim doszłam do tego wniosku), aż włosy całkiem wyschły.
Po jakimś czasie trafiłam przez przypadek na Mgiełkę podnoszącą włosy:
Intensis Prosalon 200g Chantal
Jest to produkt do stylizacji używany w salonach fryzjerskich. Trafiłam na niego w sklepie z profesjonalnymi artykułami do włosów.
Możemy ją dostać w przedziale cenowym od 12 do 20zł.
Ma bardzo ładny zapach.
Cechy:- Przeznaczona do włosów cienkich i delikatnych
- Dzięki zastosowaniu innowacyjnych składników aktywnych zapewnia uzyskanie efektu zwiększonej objętości włosów
- Wzmacnia i unosi włosy u nasady, dzięki czemu fryzura zyskuje lekkość i puszystość
- Obecne w preparacie proteiny pszenicy pomagają utrzymać prawidłowy poziom nawilżenia, przez co włosy stają się gładkie i błyszczące
- Filtr UV chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych
Sposób użycia:
- Używać na wilgotne, uprzednio umyte włosy. Spryskać włosy blisko skóry głowy, dokładnie rozczesać. Pozostawić na włosach bez spłukiwania. Ułożyc fryzurę za pomocą szczotki i suszarki.
W sposobie użycia pisali o suszarce, czego wystrzegam się jak diabeł wody święconej. Dlatego używam tej mgiełki w połączeniu z Mechanicznym Podnosicielem.
Psikam ok 3-4 razy na rękę i wcieram w nasadę włosów, susząc mechanicznie głową w dół. Dzięki tej psikance efekt uniesienia utrzymuje się dłużej i jest bardziej wyraźny.
Ze względu na to, że mgiełka ładnie pachnie i ma filtr UV rozpylam też małą ilość na całą długość włosów.
Oczywiście próbowałam jej używać tak jak zaleca producent i wtedy jest jeszcze lepiej. Włosy są naprawdę fajne podniesione. Kosmetyk bardzo mało się zużywa.
Moją uwagę ok. 2 miesięcy temu zwrócił Puder stylizujący dodający włosom objętości
got2b POWDER'ful
volumizing styling powder
O tym produkcie słyszałam od znajomej fryzjerki. Bardzo chciałabym go używać dlatego, że nie wymaga suszenia włosów i podobno daje super efekty. Ciekawe połączenie mogło by wyjść, gdybym zastosowała go po Mechanicznym Podnosicielu razem z mgiełką Prosalon.
Nie kupiłam go jeszcze i nie stosowałam dlatego dosyłam na blog Monicc, tam możecie przeczytać więcej.
Mała ciekawostka got2b kosztuje około 18 zł za 10 g, a inny puder unoszący włosy o bardzo podobnym składzie Osis Dust it około 60 zł za 15 g. Oba preparaty to produkty firmy: Schwarzkopf
Pozdrawiam,
Cari
piątek, 10 lutego 2012
Czy na studiach jest tak źle? Wcale nie! cd.
Nareszcie wracam, niestety sesja męczy i nie mam czasu na pisanie. Niby tylko dwa egzaminy, a nauki jest bardzo, bardzo dużo.
Na ten temat pisałam już tutaj, a teraz przechodzę do dalszej części:
Zaczynając studia zaraz po LO lub Technikum można się czuć bardzo przestraszonym, skołowanym i zagubionym.
Przyczyny powodujące zagubienie:
Podsumowując początek studiów stawia przed nami bardzo duże wymagania oraz wiele znaków zapytania, które pomalutku w czasie trwania pierwszego semestru się wyjaśniają i weryfikują.
Aby nie było tak źle na początku warto się wcześniej zapoznać z planem miasta, obadać gdzie będą się odbywały zajęcia i jakie to będą przedmioty. Popytać starszych znajomych, którzy studiują jak to wygląda. A potem obowiązkowo złapać kogoś ze starszego rocznika (najlepiej o rok tzn gdy jesteśmy na 1 roku to kogoś z kto jest na 2-gim) i zapytać go co warto wiedzieć o uczelni i zadać trapiące Nas pytania.
Oczywiście nie wszyscy się boją i są przestraszeni, można taki początek studiów potraktować jak wyzwanie i przygodę mając z tego wiele radości i samozadowolenia.
Teraz kolej na sytuację gdy minie trochę czasu i zdążymy się obyć w nowej rzeczywistości:
Początek może być trudny, ale jak już się zadomowimy na wybranym kierunku to: "hulaj dusza piekła nie ma". Jesteśmy pewni siebie, zadowoleni i czujemy się bardzo dobrze.
Co się zmienia?:
Studia stają się bardzo dobrą zabawą, robimy to co Nas interesuje, oczywiście czasem zdarzą się przedmioty całkowicie niepotrzebne do przyszłego zawodu (np biofizyka na stomatologii), ale trzeba z tym powalczyć i iść dalej.
Warto, też wspomnieć jak dają duże poczucie wolności i odpowiedzialności za siebie. Dobrze przeżyte studia są świetnym okresem w życiu i potrafią doskonale przygotować do świadomej dorosłości
Pozdrawiam,
Cari
Na ten temat pisałam już tutaj, a teraz przechodzę do dalszej części:
Zaczynając studia zaraz po LO lub Technikum można się czuć bardzo przestraszonym, skołowanym i zagubionym.
Przyczyny powodujące zagubienie:
- Często na studia opuszczamy Nasze rodzinne gniazdko i udajemy się w daleką podróż do innego nieznanego miasta. Właśnie taka zmiana otoczenia, może nas bardzo stresować. Nie wiemy jak się w tym mieście poruszać, nie znamy topografii miasta i często na początku, gdy nie mamy znajomych, którzy poszli na studia właśnie tam gdzie my --> poruszamy się jak dzieci we mgle.
- Tęsknimy za domkiem, rodzicami, rodzinką i znajomymi. Zaczynami dopiero wtedy doceniać jak to było fajnie w domu przy mamusi :p O nic się nie musieliśmy martwić.. A teraz na głowie i porządek w mieszkaniu, i jakieś "papu" dodatkowo trzeba pranie zrobić i jeszcze się ogarnąć z wydatkami na miesiąc. Na początku takie samodzielne życie może być bardzo ciężkie.
- Gdy zaczną się studia pojawia się nowe problem z odnalezieniem sal wykładowych, ćwiczeniowych lub ze znalezieniem dojazdu do różnych katedr (w przypadku, gdy są w różnych miejscach miasta). Czasami, takie pierwsze zajęcia w innym miejscu urastają do rangi wyprawy na księżyc.
- Następny uczelniany problem po LO to ogarnięcie co oznacza dane pojęcie lub do czego służy:
-kolokwium,
-seminarium,
-indeks
-karta egzaminacyjna
-Co to są wpisy do indeksu i jak je zbierać?
- Na co trzeba chodzić, a na co niekoniecznie?
-Co to jest i jak wygląda sesja egzaminacyjna?
-Co robi starosta roku i czy warto nim być?
-Do kogo mówić profesor, do kogo magister, a do kogo doktor?
-Czym się różnią wykład, ćwiczenia, laboratoria, seminaria?
- Pojawiają się też problemy jak się uczyć, z czego, ile, na co? Nie mamy już wszystkiego ładnie podanego na tacy tylko sami musimy sobie poradzić z tym problemem. Co może być na początku trochę dołujące.
- Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że bardzo się stresujemy tym jacy ludzie będą w Naszej Grupie. Czy się z nimi polubimy, dogadamy i czy nie będzie to grupa smutasów, którzy ciągle się uczą.
- A na koniec, co by nie było za wesoło mogą Nas dopaść wątpliwości i problemy egzystencjalne: czy sobie poradzimy z nauką, czy kierunek, który wybraliśmy jest odpowiedni itd.
Podsumowując początek studiów stawia przed nami bardzo duże wymagania oraz wiele znaków zapytania, które pomalutku w czasie trwania pierwszego semestru się wyjaśniają i weryfikują.
Aby nie było tak źle na początku warto się wcześniej zapoznać z planem miasta, obadać gdzie będą się odbywały zajęcia i jakie to będą przedmioty. Popytać starszych znajomych, którzy studiują jak to wygląda. A potem obowiązkowo złapać kogoś ze starszego rocznika (najlepiej o rok tzn gdy jesteśmy na 1 roku to kogoś z kto jest na 2-gim) i zapytać go co warto wiedzieć o uczelni i zadać trapiące Nas pytania.
Oczywiście nie wszyscy się boją i są przestraszeni, można taki początek studiów potraktować jak wyzwanie i przygodę mając z tego wiele radości i samozadowolenia.
Teraz kolej na sytuację gdy minie trochę czasu i zdążymy się obyć w nowej rzeczywistości:
Początek może być trudny, ale jak już się zadomowimy na wybranym kierunku to: "hulaj dusza piekła nie ma". Jesteśmy pewni siebie, zadowoleni i czujemy się bardzo dobrze.
Co się zmienia?:
- Poruszanie się w Naszym mieście już nie sprawia nam kłopotów.
- Do domu wracamy coraz rzadziej (z wielu różnych powodów).
- Doskonale się orientujemy w jakich miejscach są zajęcia i jest to dla nas "chleb powszedni".
- Słowa "Ci, co zaliczyli kolosa niech przyniosą indeksy, bo profesor, który prowadzi seminaria chce nam dać wpis przed sesją" będą jasne i oczywiste.
- Opracowaliśmy sposób w jaki się uczymy i system studiów nie ma przed Nami tajemnic.
- Z grupą nawiązaliśmy bliższe znajomości i znalazło się kilku super-ziomków.
- Niestety problemy egzystencjalne się nadal pojawiają, ale dotyczą już całkiem innych rzeczy.
Studia stają się bardzo dobrą zabawą, robimy to co Nas interesuje, oczywiście czasem zdarzą się przedmioty całkowicie niepotrzebne do przyszłego zawodu (np biofizyka na stomatologii), ale trzeba z tym powalczyć i iść dalej.
Warto, też wspomnieć jak dają duże poczucie wolności i odpowiedzialności za siebie. Dobrze przeżyte studia są świetnym okresem w życiu i potrafią doskonale przygotować do świadomej dorosłości
Pozdrawiam,
Cari
niedziela, 5 lutego 2012
Miesiąc styczeń- czas do życzeń.
W miesiącu styczniu (trochę egoistycznie) życzyłam sobie, żebym mi tak dalej dobrze szło z pielęgnacją włosów jak przez wcześniejsze 4 miesiące.
W tym poście chciałabym zrobić małe 4-miesięczne porównanie..
Zapraszam na porównanie
(gdy klikniecie na zdjęcie będziecie mogły zobaczyć bardziej powiększone):
A tutaj kilka zdjęć ze stycznia, nie robionych z przeznaczeniem do porównania, które pozwalają bardziej zobaczyć rzeczywisty stan włosów w tym miesiącu.
Na koniec jeszcze porównanie włosów po 4 miesiącach pielęgnacji.
Następne porównanie będzie już bardziej aktualne,zobaczycie włosy z lutego 2012 czyli z obecnego miesiąca i nareszcie będziemy na bieżąco :)
Zapraszam na zdjęcia z następnego okresu zmian: styczeń/luty)
Zobacz historię pielęgnacji od początku klikając -> tu!
Pozdrawiam,
Cari
Ps. Zdjęcia pochodzą z prywatnego aparatu. Zostały zrobione przez bliskie mi osoby.
W tym poście chciałabym zrobić małe 4-miesięczne porównanie..
Zapraszam na porównanie
(gdy klikniecie na zdjęcie będziecie mogły zobaczyć bardziej powiększone):
A tutaj kilka zdjęć ze stycznia, nie robionych z przeznaczeniem do porównania, które pozwalają bardziej zobaczyć rzeczywisty stan włosów w tym miesiącu.
Na koniec jeszcze porównanie włosów po 4 miesiącach pielęgnacji.
Następne porównanie będzie już bardziej aktualne,zobaczycie włosy z lutego 2012 czyli z obecnego miesiąca i nareszcie będziemy na bieżąco :)
Zapraszam na zdjęcia z następnego okresu zmian: styczeń/luty)Zobacz historię pielęgnacji od początku klikając -> tu!
Pozdrawiam,
Cari
Ps. Zdjęcia pochodzą z prywatnego aparatu. Zostały zrobione przez bliskie mi osoby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































